Wypełniony kompleksami był komentarz pani redaktor Magdy Nogaj z Gazety Wyborczej, prezentującej informacje z oficjalnego otwarcia remontu dworca Wrocław Nowy Główny. Posilona kanapkami i nasycona lampką białego wina dziennikarka opisała półgodzinne spotkanie budowlańców, inwestora, władz miasta, regionu i państwa. Jak je widziała?
 „Na Dworcu Głównym w poniedziałek strzeliły butelki od szampana, był tort i przekąski, od których uginały się stoły - tak PKP świętowały początek modernizacji Dworca Głównego. Dlaczego dopiero teraz? Bo wcześniejsze terminy nie pasowały oficjelom.”
Łatwiej było napisać pani redaktor - ”terminy nie pasowały oficjelom” - niż walka z nadmiarem wody w mieście spowodowała, że kolejarze przesunęli termin oficjalnego rozpoczęcia remontu dworca.
Nikt z uczestników spotkania nie dostrzegł też strzelających korków od szampana ani nie poczuł smaku szampana, ponieważ serwowano wyłącznie białe i czerwone wino, po lampce na osobę. Stoły uginały się, owszem, ale od tartinek, maleńkich kanapek (po cztery na osobę), sałatek (150 ml/osobę), owoców
i oczywiście tortu. Nie było święta – było standardowe w procesach inwestycyjnych (znane nawet w redakcji z ulicy Czerskiej w Warszawie) spotkanie wykonawców i zaproszonych gości.
Było pół godziny prezentacji inwestycji, zamierzeń PKP SA i możliwości obejrzenia dworca – nieczęsta okazja do obserwowania postępu prac na budowie. Pomińmy też fakt, że organizacja spotkań informacyjnych służących przekazaniu wiedzy o inwestycji finansowanej ze środków unijnych jest jednym z obowiązków beneficjenta – większość inwestorów czyni to właśnie z wykorzystaniem konferencji i śniadań prasowych.
Na dworcowym śniadaniu we Wrocławiu dziennikarce Wyborczej zabrakło zapewne kebaba lub frytek – potraw typowych dla wielu polskich dworców. Zabrakło taniego wina pitego prosto z butelki pod ścianami dworca. Ale przecież nie bez przyczyny zapowiadaliśmy: to jest budowa dworca Wrocław NOWY Główny, tu wszystko będzie INACZEJ. Inaczej niż chce i myśli redaktor Magda Nogaj z Wyborczej.
Dziennikarce nie wystarczył jednak opis pucharów z owocami i odgłos strzelających w niebo „korków szampana”. Oto według niej „Wiceprezes PKP SA w szampańskim nastroju roztaczał przed słuchaczami wizję, jak to za dwa lata dworzec będzie piękny i nowoczesny. Obiecywał też, że stanie się centrum rozrywki we Wrocławiu. Goście nie kryli jednak rozbawienia, słysząc, że na dworcu oprócz teatru i kina, będzie kabaret.”
Szok, prawda? Na dworcu powinno wiać chłodem, cuchnąć  moczem i zionąć nudą – a tu kolejowy prezes deklaruje, że nie zamknie dworcowego kina (jedynego w Europie kina dworcowego!), że będzie promował kulturę, że znajdzie miejsce dla artystów, że zaoferuje pomieszczenia lokalnym twórcom. Wszystko to budzi, oczywiście, rozbawienie widzów – szkoda jedynie, że dziennikarka podczas zorganizowanego ad hoc spotkania prasowego nie dopytała o szczegóły. Po co? Czy pomysły kolejarzy mogą interesować dziennikarkę? Nieee, dlaczego…
„Jak ma na tym dworcu hulać wiatr, to wolę, by hulali artyści – wyjaśnił już mniej oficjalnie Prześluga.”
I miał rację. W mieście spotkań dworzec kolejowy to instytucja szczególna, ważna nie tylko dla podróżnych, nie tylko jako miejsce zakupu biletów i początek lub koniec podróży. Dworzec wrocławski będzie jeszcze jednym miejscem naznaczonym niezależną kulturą, nowymi formami artystycznego wyrazu, nowymi pomysłami. Żeby to wiedzieć, trzeba… pytać. Być zainteresowanym zdobyciem informacji, a nie próbą dyskredytacji wszystkiego i wszystkich, co nie po myśli Pani Redaktor i jej Gazety. Szkoda.

Tuż przed rozpoczęciem spotkania: namioty, które miały ochronić gości przed ewentualnym deszczem, a które pani redaktor Nogaj opisała jako świadectwo zbytku, oraz „uginające się” stoły pod wielością przekąsek.

Wiarygodność i rzetelność relacji przedstawionej we wrocławskim wydaniu Gazety Wyborczej –mogą Państwo ocenić sami.
 







   


Przyjaciele Dworca