Od momentu kiedy jeden z brytyjskich pasażerów zapytał kogoś na peronie: „where is famous knysha?”, wojna o słynną przekąskę rozgorzała znowu. Skoro sława tej najbardziej charakterystycznej dla wrocławskiego dworca w przeszłości potrawy dotarła aż na Wyspy, znak, że trzeba coś z tym zrobić.

- Przywrócić knyszę – krzyczeli zwolennicy.

- Nigdy! – wołali przeciwnicy. – Dość plamienia posadzek wyciekającym z ust majonezem! Dość smrodu i budek, które zohydzają przestrzeń, dość śmieci wokół…

- No dobrze, dobrze. W takim razie wolicie, żeby hall pozostał pusty, tak? Ciężko dzisiaj wynająć pomieszczenia wyłącznie ekskluzywnym firmom.

- To trzeba zrozumieć. Wokół jest już mnóstwo galerii: Renoma, Arkady, Sky Tower. W tym ostatnim też  wynajęto na razie tylko siedemdziesiąt procent miejsc.

- Aha i w związku z tym mamy czekać aż ktoś zdecyduje się sprzedawać tu wykwintne potrawy zamiast skupić się na czymś znanym i konkretnym?

- Ale nie sprzedawać byle czego z budki!

- Nawet nie wiecie, że są ludzie, dla których knysza jest potrawą sentymentalną, przywołujące ciepłe wspomnienia z podróży, wakacji, szczęśliwych chwil…

- Dość już! – przerwałem im stanowczo. – Niech się ludzie sami kłócą czy chcą bardziej jeść knyszę, parówki czy de volaille’a! My się nie kłócimy o to co jemy! Większości maszyn wystarczy przecież olej napędowy…

- Oczywiście – natychmiast mnie ktoś poparł. – Tylko i wyłączne olej napędowy. Shella!

- Zwariowałeś – okrzyknął ktoś inny. – Tylko BP!

- Idioci. Przecież Helix…

- No co wy? Wyłącznie Jet! Arial! Castrol! Mobil! Elf! Total!...

Nie mogłem ich już przekrzyczeć. Zrezygnowany machnął wskazówkami. Czyż oni nie wiedzą, ze tak naprawdę niezawodny jest stary, dobry mechanizm sprężynowy?