Obudziły mnie dziwne dźwięki dochodzące z oddali. Mam świetny słuch co prawda no ale… lata lecą. Musiałem się naprawdę namęczyć, żeby zrozumieć cokolwiek z podnieconych głosów. O ile jednak zmysły mnie nie myliły to komputer administracyjny kłócił się o coś ze starym automatem kasowym, który został z nami chyba wyłącznie dlatego, że ludzie uznali go za pamiątkę.

- Ja teraz puszczam na dworzec pociąg osobowy! – darł się komputer. – Won mi z drogi z towarowym!

- To nie jest tak jak myślisz! – krzyczał automat. – To nie towarowy tylko TOWOS!

- Znaczy co?

- Towarowo-osobowy.

- Nie wymyślaj. Takie wagony to kiedyś jeździły, tuż po wojnie, ale nie dziś! Uciekaj mi z drogi z towarowym!

Bogowie wszystkich maszyn! Coś rozjaśniło mi się w głowie. Dyżurny ruchu na pewno zasnął, a oni dorwali się do głównej rozdzielni! Dwóch idiotów kieruje ruchem na dworcu! O mało nie zemdlałem.

- Stójcie! – wrzasnąłem. – Trzeba obudzić dyżurnego! Obudźcie ludzi, a sami nie dotykajcie rozdzielni!

Musiałem ich nieźle przestraszyć. Przez chwilę trwała cisza, a potem ktoś krzyknął:

- Uważaj! Katastrofa!

- No tak – odpowiedział mu głos drugiego tumana przy rozdzielni. – Twój towarowy jednak wjechał w mój osobowy. Mówiłem, że tak będzie!

Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Katastrofa!

- Zawiadomcie pogotowie! Straż pożarną! Ściągać oddziały ratownicze! Dźwigi! Trzeba wyciągać ludzi z potrzaskanych wagonów!

Strach i groza musiały ich chyba sparaliżować bo przez dłuższy czas trwała absolutna cisza. Potem jednak komputer zapytał spokojnym głosem:

- A jakich ludzi? I skąd mamy ich wyciągać?

- Z potrzaskanych wagonów!

- No wiesz co? A jakim cudem człowiek zmieści się do takiego malutkiego wagonu?

Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę.

- Co?

- No przecież tłumaczę. Z okazji Dnia Transportu Stowarzyszenie Miłośników Kolei postawiło tutaj wielką makietę z ruchomymi pociągami. Każdy może się pobawić w dyżurnego ruchu – westchnął. – No to się bawimy, ale… Ten idiota, automat, doprowadził właśnie do katastrowy kolejowej.

- Katastrofy makietowej – poprawił go automat. – Z tym , że to nie ja tylko on. Bo się pchał.