To, że giełda przenosi się na dworzec nie zdziwiło mnie za bardzo. W końcu dlaczego nie? Będą tu mieli łączność z całym światem, towary można wozić, ludzi… Coś jednak nie dawało mi spokoju. A może jednak to tylko plotka? Hm. Postanowiłem sprawdzić.

- Przetykacz, gdzie ma być ta giełda konkretnie? – zapytałem swojego asystenta.

- W dawnej Sali Sesyjnej.

- A skąd niby o tym wiadomo?

- Bo kładą tam parkiet.

- No zaraz, zaraz. Sam fakt kładzenia parkietu nie oznacza jeszcze giełdy. Może tam być tancbuda.

Przetykacz o mało nie spadł ze swojego stanowiska na wąskim gzymsie, które zajmował, a które było najbliżej mnie.

- No jak tancbuda? Te wszystkie złocenia, stropy malowane, cuda, inkrustacje, rzeźbienia, dwa lata ciągłej opieki konserwatorskiej i prac prowadzonych z najwyższą skrupulatnością dla zwykłej tancbudy?!

No niby miał rację. Bez przesady. Postanowiłem jednak sprawdzić. Komputer administracyjny, z którym się połączyłem, twierdził co prawda, że w dawnej Sali Sesyjnej ma być zwykła sala wielofunkcyjna ale Przetykacz nachylił się nade mną i szepnął:

- Spytaj go z czego są zrobione meble, które mają stać w tej sali.

Powtórzyłem pytanie, a komputer odpowiedział:

- No jak to? Te meble są pokryte skórą ze strusia.

Gwizdnąłem cicho.

- O żesz ty… Tego by kolejowcy nie wymyślili – zerknąłem porozumiewawczo na Przetykacza. – Miałeś rację.

- No. Mówiłem, że giełda. Albo tajna siedziba rządu. Albo…– nagła myśl musiała mu przyjść do głowy.
– Albo siedziba zarządu, czyli ciebie i twojego asystenta.