- Wiesz – Przetykacz tłumaczył mi zawile swoją koncepcję. – Skoro już okazało się, że Sala Sesyjna nie jest do wzięcia jako nasze biuro to musimy coś wymyślić.

- Wiesz, przez sto pięćdziesiąt lat nie potrzebowałem żadnego biura.

No ale przedtem sobie wisiałeś na ścianie, a teraz powiesili cię na jakimś drągu. Musisz mieć jakieś lokum dla siebie, no i oczywiście, dla najbliższych współpracowników.

- Na przykład dla asystenta?

- Jasna sprawa, zawsze musze być pod ręką.

Westchnąłem tylko. Przetykacz każdą rzecz potrafił wyprowadzić tak, że wydawała się jedynie słuszną.

- Bo widzisz – kontynuował właśnie ze swadą – dyrektor dworca miał tu kiedyś mieszkanie.
Tu w ryzalicie zachodnim.

- Nawet tego się dowiedziałeś?

- Ja jestem po to, żeby wiedzieć wszystko. Ale pozwól, że pociągnę wątek dalej. Otóż dyrektor ów miał nawet balkon. Ale nie na zewnątrz budynku tylko tu wewnątrz, w środku hallu kasowego.

- A po co?

- Żeby wszystko widzieć co się dzieje. Przecież tu kiedyś jeździły pociągi. Tu w tym hallu, zanim zbudowano obecną halę peronową, prawda?

- Prawda – potwierdziłem bo tak wyglądały fakty. Co prawda nie pamiętałem tego cholernego balkonu,
z którego dyrektor, z własnego mieszkania, osobiście doglądał punktualności pociągów, ale mogło mi to umknąć w pomroce dziejów. Tak jak ludzie skleroza atakuje i mnie czasami. W każdym razie wierzyłem Przetykaczowi bo już wielokrotnie stwierdziłem, że jak on coś mówi to na pewno sprawdził.

- Pozwól więc – ciągnął, że zajmę się poszukiwaniem dla nas jakiegoś lokum zanim ostatnie wolne sale zostaną wynajęte na sklepy czy usługi, 

- Dla nas?

- No dla ciebie oczywiście., Dla mnie przedpokój, no i jakieś pomieszczenie dla sekretarek, które będę oczywiście nadzorował. A ja… ja zostanę takim skromnym, pierwszym sekretarzem.

I tu nagle zapaliły się w moim umyśle czerwone światła. Co? On chce zostać pierwszym sekre… Inaczej to trzeba zapisać: on chce być Pierwszym Sekretarzem? Zapachniało rewolucją.