Na naszym dworcu przeżyliśmy już wszystko. Delegacje i odwiedziny, przyjazdy i odjazdy oficjalne, państwowe oraz prywatne, były tu najdziwniejsi ludzie i najciekawsze maszyny. Ale przyznam, że jedna wizyta zrobiła na mnie kolosalne wrażenie.

Osobliwego gościa znalazł Przetykacz i przyniósł zdziwiony jego elokwencją.

- Patrz, co znalazłem, szefie – powiedział szczerze zdziwiony. W chwytaku miał zwykły, mały pierniczek, jakie podaje się w luksusowym opakowaniu w wagonach Intercity.

- A po co to przyniosłeś?

- Tylko nie „to”! Tylko nie „to” – rozdarł się pierniczek. – Ja sobie wypraszam!

- Zaraz – zdziwiłem się równie mocno jak Przetykacz. – To ty mówisz?

- A co, myślisz, ze mówienie jest zarezerwowane dla maszyn? He, co za mania wielkości. Ja słyszałem, że podobno w noc wigilijną to nawet ludzie mówią!

Zacząłem się śmiać. Mały ewidentnie miał jaja i ciężko go było przegadać.

- A co ty tu robisz zamiast siedzieć w wagonie?

Pierniczek obciągnął na sobie swój elegancki strój z pierwszej klasy. Dłuższą chwilę nie patrzył na mnie, niby to obrażony, a potem odwrócił się i wyznał:

- Uciekłem!

- Hm, domyślam się. A coś więcej?

- Wiesz gdzie się kładzie pierniczki w pierwszej klasie? Na stolikach. Ale mną się nikt nie poczęstował, bo nie było tylu pasażerów. A jak pociąg ruszył i szarpnął to wylądowałem w takiej szczelinie, między fotelem, a szybą.

- I nikt się nie zorientował?

- No nikt. I tak sobie zwiedzałem cały kraj wzdłuż i wszerz. W dzień i w nocy. No ale wiesz, niebezpieczeństwo rosło. Wiedziałem, że prędzej czy później sprzątaczka dotrze do mojej szczeliny i… - zawiesił dramatycznie głos. – I wiecie co się stanie.

Przetykacz spojrzał na mnie porozumiewawczo i zaczął się śmiać za jego plecami.

- A ty się nie śmiej – osadził go pierniczek. – Ja już jestem stary piernik i z racji moich przygód mam oczy z tyłu głowy.

- A jak się tu znalazłeś?

- Nie będę ci kadził, że twój dworzec jest najpiękniejszy, bo to sam wiesz – sprytnie wplótł pochlebstwo w swoją opowieść. – Ale od pewnego czasu oglądałem wszystkie dworce. Wybierałem ten, na którym można się najbezpieczniej zakamuflować.

- I wybrałeś akurat nasz dworzec?

- Tak. Bo jest najbardziej nowoczesny. I macie te wszystkie instalacje przeciwko gnieżdżeniu się ptaków i… no mówiąc najprościej gołębi u was nie ma i w związku z tym mnie cholery nie zjedzą. Oto co!
– pierniczek poprawił na sobie elegancki strój z pierwszej klasy i odchrząknął. – To co? Mogę zostać?

Pokręciłem głową.

- No dobrze. Przetykacz, znajdź mu jakieś lokum – nagła myśl przyszła mi do głowy.
– Ale pamiętaj, z dala od kawiarni, żeby się nikt nie pomylił.