Problem z taśmą zrobił się od początku. Taśma nie wymagała ani myślenia, ani obsługi. A jak wyłączyć te dwie rzeczy u ludzi?

Ale zacznę od początku. Taśmę bagażową zamontowano na schodach prowadzących na perony.
Każdy mógł sobie na nie położyć bagaż, trzymać go, a jednocześnie iść na własnych nogach do góry. Wydawało się proste, ale…

Przetykacz przybiegł do mnie na samym początku, kiedy uruchomiono ten system.

- Wszystkie taśmy bagażowe są unieruchomione! – zameldował. – Ani jedna nie działa.

- Nie no, weź coś zrób. Przecież to maszyny, jak my. Zawsze można się dogadać.

- Nic się nie da zrobić. Stoją jak zamurowane.

- A co je zatrzymało?

- Ludzie! – odparł służbiście. – A ja ludziom niczego nie będę tłumaczył.

No co fakt to fakt. Zresztą domyślałem się co było przyczyną. Bardzo proste. Taśma uruchamiała się sama – wystarczyło położyć na niej bagaż i ruszała. Ale gdyby coś się stało to przewidziano czerwony przycisk, który w razie wypadku stopował taśmę i nie dawał się odblokować, dopiero musiał to zrobić ochroniarz swoim kluczem.

- No nic – westchnąłem – trzeba tam umieścić instrukcję obsługi. I powiedzieć, ze przycisku nie wolno dotykać.

- E tam – Przetykacz miał inne zdanie. – Słyszałem jak jeden człowiek mówił, że w Bieszczadach,
w parku narodowym umieścili tabliczki, żeby nie schodzić ze ścieżek bo można zadeptać nowe sadzonki. A ludzie z ciekawości gremialnie schodzili bo chcieli zobaczyć te sadzonki i przy okazji wszystkie zadeptali.

- No… trzeba się z tym liczyć. A ty? Jakie tabliczki byś tam umieścił?

- „Uwaga żmije!” – wyjaśnił. – A u nas na dworcu to zamiast instrukcji obsługi bezobsługowego urządzenia to dałbym napisy: „Uwaga! Dotknięcie przycisku grozi śmiertelnym porażeniem prądem!”.