Patrząc z boku można odnieść wrażenie, że nasz dworzec przez cały czas jest odwiedzany przez wycieczki. I to nie składające się wyłącznie ze zwykłych turystów. Wszyscy uczestnicy mają w rękach notesy, bez przerwy coś w nich zapisują, słuchają sążnistych wypowiedzi przewodnika. Nie, nie, to tylko złudzenie.

Wokół przechadzają się niespiesznie komisje odbiorcze i oglądają każdy szczegół wnętrza. Szukają usterek, niedoróbek i najzwyklejszych na świecie błędów budowlanych. Obserwowaliśmy ich razem
z Przetykaczem.

- Ale się snują – powiedział właśnie.

- Im wolniej chodzą tym lepiej – odparłem. – Bo widzisz, to znaczy, że niczego poważnego nie mogą znaleźć. Jakby od razu zobaczyli jakiś gruby błąd to skierowaliby go do poprawek i nie byłoby tego dreptania. A tak zaglądają w każdy kąt. A tam nic nie ma.

- Jak to nic? – wskazał fragment sufitu. – A tam przy deszczu woda się lała.

- No właśnie od tego są komisje odbioru. Sprawdzają jak co działa i kierują co trzeba do poprawek. Normalna procedura.

- I zawsze tak się nie spieszą?

- Zawsze. Zrozum, że jest pewien ograniczony czas na poprawki budowlane, które robi wykonawca za darmo. To się nazywa gwarancja budowlana. Jak coś jest nie tak to musi poprawiać we własnym zakresie. Zwykła procedura.

Przetykacz spojrzał na mnie z uznaniem.

- Ty już takich komisji widziałeś chyba dziesiątki?

- Tak. Przychodzą od samego początku, odkąd budowa się zaczęła. I zawsze to samo: chodzą, chodzą
i chodzą… Ale raz było śmiesznie. Sprawdzali coś w nocy i nagle zgasło światło. Jak to na budowie, wszystko prowizoryczne.

- I co?

- A w ciemności coś się rusza. Ktoś zapalił latarkę, widzą jakiegoś faceta, trochę się przestraszyli
i pytają:

                - Kim pan jest?

                - Architektem krajobrazu – odpowiada budowlaniec.

                - I co pan tu robi?

                - Jeżdżę najcięższym buldożerem.