Podpadłem chyba gaśnicom bo nie chcą ze mną rozmawiać. Zresztą nie wiem czy to jakieś moje działanie było przyczyną obrazy czy coś innego, w każdym razie gadać ze mną nie chcą. A z kimś muszę ustalać zasady bezpieczeństwa, prawda? Dworzec ciągle nie jest zamykany na noc bo nie zamontowano jeszcze kas w pawilonie południowym, więc ludzie pałętają się po dworcu i nikt nie wie co może się wydarzyć. Maszyny muszą być w pogotowiu.

Na szczęście Wielka Mokra Ośmiornica, jak ją nazywają, okazała się chętna do współpracy.
Ech... jak to w życiu bywa. Zaczęła współpracować chętnie jak się dowiedziała, że to ja jestem szefem.

Ze sposobu bycia przypomina trochę Purchawkę. Ma ochrypły głos i cały czas powtarza, ze jak trzeba to ona wszystkich poleje i odechce się żartów. Na szczęście do tej pory żadnej groźby nie spełniła, a jej pomoc, z racji macek sięgających każdego fragmentu sufitu bywa rzeczywiście nieoceniona. Niemniej ciągle jest tu nowa i nie bardzo się orientuje w różnych niuansach oraz układach towarzyskich. Na przykład potraktowała z góry stary kompresor, który służył tu na samym początku remontu, a potem zabrano go na inną budowę. Teraz wrócił bo był potrzebny przy jakichś robotach kosmetycznych.

- Stary, normalnie się zgubiłem – kompresor rozglądał się po wnętrzu hallu kasowego. – No nie sądziłem, że ty teraz w pałacu mieszkasz.

- E, nie przesadzaj. Jaki to pałac?

- No jak nie? W lśniących posadzkach można się przeglądać jak w lustrach, wszystko świeci, odmalowane, nowiutkie, złocone… Zgubiłem się normalnie w tych wspaniałościach.

- Ty, stary wyjadacz? Zgubiłeś się?

- Nie inaczej. A tu nie ma z kim pogadać. Prawie nikogo już nie znam. Pytam wiec o drogę takiego kurdupla, który leży na trawie, a ten nawet głowy nie podniósł. Posłał na peron.

- Tak, te krasnoludy są cholernie nieużyte.

- A żebyś wiedział. Na peronie do poręczy przykuta jest jakaś kurduplica, z lizakiem. Pytam czy to za karę, czy strajk jakiś, a ta też ledwie na mnie spojrzała. Mówi, ze jest zawiadowcą, a uprzejma to się zrobi jak władzę przejmą. Jak tych krasnoludów tu będzie jeszcze więcej. Sam musiałem szukać drogi. No ale jak się sam zgubiłem to i się sam znalazłem…

- Czekaj – przerwałem mu ostro. – To nieistotne. Powtórz co mówiła krasnoludzica?

- No… powiedziała, ze uprzejma to będzie jak dojdzie do władzy…

- Ośmiornica! – wrzasnąłem na cały głos.

- Tak jest!

- Mianuję cię moją zastępczynią!

- Ooo… dziękuję, dziękuję, ja…

- Ty teraz będziesz obserwować krasnoludy. Dzień i noc! I licz je co… piętnaście minut!

Trochę się uniosłem reagując pewnie na jakiś żart. Ale… zło trzeba dusić w zarodku.